sobota, 11 sierpnia 2012

Rozdział XXXII.

„Hahahhahaa, żartujesz?”- odpisałam szybko, parskając śmiechem. Jay spojrzała na mnie pytająco.
-To tylko Gabi i jej problemy- wyjaśniłam.
-Ah, rozumiem. No nic, my się chyba trochę zasiedziałyśmy, będziemy się zbierać- podniosła się z krzesła.
-Nie poczekacie na Louisa?
-A wiadomo kiedy on wróci…
-No za godzinę będzie, poczekajcie!
-No dobrze, w sumie wypada, żebym się z synem zobaczyła.
-Właśnie. Dziewczyny chcecie coś do jedzenia?- spytałam i po dłuższym sporze zdecydowały się na naleśniki. Poszłam do kuchni i zaczęłam przygotowywać, kiedy przyszedł kolejny sms. „Tak kurwa, żartuję! Jest w 5 miesiącu i ma jakiegoś młodego mena!” No zamurowało mnie konkretnie. Jej mama miała 39 lat i oprócz Gabi miała jeszcze młodszą córkę i syna. W sumie do przewidzenia było, że zdecyduje się na związek, ale mimo wszystko, tak szybko? Od śmierci taty Gabi minęło dopiero pół roku…
-Mila? – usłyszałam głos Lottie.
-Hm?
-Pomóc ci w czymś?
-Możesz wyjąć talerze i porozstawiać na stole- odpowiedziałam jej, a ona szybko się za to zabrała. Kiedy skończyła ponownie stanęła obok mnie. Załapałam, że coś jest nie tak.
-Chcesz pogadać?
-No. W sumie tylko ty możesz mi pomóc.
-Co się stało? – spojrzałam na nią, starając się nie przypalić naleśników.
-Chodzi o Martina.
-Ymmm, tego twojego chłopaka? –skojarzyłam.
-No. On jest ode mnie starszy i wiesz… - zarumieniła się. Zrozumiałam od razu o co chodzi.
-Lottie! Masz dopiero 15 lat i to zdecydowanie za wcześnie.
-Ale jak ja się nie zgodzę to on mnie rzuci!
-Jak cię rzuci, bo ty wolisz poczekać, to nie jest ciebie wart. Taki fakt mała.
-Czyli mam mu odmówić?
-Nie mogę ci powiedzieć co masz robić, ale ja na twoim miejscu bym od razu odmówiła- powiedziałam. Po dłuższej chwili Lottie odezwała się:
-Mogę cię o coś spytać?
-Jasne, wal śmiało.
-Kiedy ty pierwszy raz… no wiesz?- zawstydziła się.
-Miałam już skończone 19 lat.
-Z Lou?
-Tak- uśmiechnęłam się do niej.
-Dzięki za szczerość. Chyba faktycznie mu odmówię.
-To najlepsze wyjście- skończyłam tą rozmowę, ale też i naleśniki.-Zawołaj siostry i mamę, już gotowe.
Posiłek mijał w radosnej atmosferze. Zauważyłam, że Lottie zdecydowanie ulżyło po tej rozmowie i znowu była uśmiechnięta i wesoła. Kiedy już kończyłyśmy jeść, wrócił Louie.
-Hej wszystkim! – przywitał się. Przytulił się z mamą, Lottie i Fizzy, jako że one już były „duże”, ale Phoebe i Daisy, wciąż były „małe”, więc jak się na niego rzuciły, to prawie stracił równowagę. Kiedy już się od niego odczepiły, podszedł do łóżeczka Tony`ego i pocałował go w czółko i na końcu przywitał się ze mną. Po jego powrocie popołudnie minęło standardowo: rozmawialiśmy, śmialiśmy się i bawiliśmy z dziewczynkami. Tony po dłuższym obserwowaniu nas zasnął, więc mogliśmy poświecić czas rodzinie Louisa. Wieczorem musieliśmy się pożegnać, ale dziewczynki ubłagały Jay o przyjazd w następnym tygodniu. Kiedy zostaliśmy sami wykończona rzuciłam się na kanapę.
-Ciężko było?
-Nie było tak źle-mruknęłam, zamykając oczy.
-Nie śpij!- połaskotał mnie, na co mnie odrzuciło. Nienawidziłam łaskotek.
-Odwal się- warknęłam.- Jestem zmęczona, chyba pójdę spać.
-A Tony sam się wykąpie, nakarmi i uśpi.
-Krasnoludki mu pomogą.
-No jasne- zaśmiał się.- Wstawaj-pociągnął mnie do góry i oparł o swoją klatę. Wtuliłam się w nią i wciągając jego zapach, zrobiłam się jeszcze bardziej śpiąca. Było cicho i spokojnie, tak błogo, że mogłoby być tak zawsze. Tony spał, Louie mnie głaskał, a ja zasypiałam. Ale nie, przecież zawsze musi nam ktoś przerwać. Tym razem wpadła Gabi, której darowałam życie tylko dlatego, że była naprawdę wkurzona.
-Łołoło! Odetchnij głęboko, bo prawie nam drzwi wywarzyłaś- powiedział z ironią Lou.
-Nie wkurzaj mnie przynajmniej ty-warknęła i zwróciła się do mnie-pogadamy?
-Chodź na górę- wstałam ociężale i skierowałam się razem z nią do sypialni. Usiadłam na łóżku i poklepałam miejsce obok siebie.
-Nie, pochodzę. Muszę się uspokoić- powiedziała wściekła.
-No to opowiadaj.
-Pojechałam na lotnisko, a tam moja mamusia wysiada z samolotu z kolesiem max 10 lat ode mnie starszym, idą sobie za rączkę i uśmiechają od ucha do ucha. Nowego faceta bym przeżyła, ale kurde! Ona jest w 5 miesiącu ciąży! Ty masz już dziecko, a ja dopiero będę miała braciszka albo siostrzyczkę!- krzyczała.
-Uspokój się. Nie potrzebnie się tak emocjonujesz.
-Emocjonuje?! To jak ty byś się zachowała, gdyby twoja matka powiedziała, że jest w ciąży i te dziecko byłoby młodsze od twojego?!
-Nie wiem. Ale wiem, że od twojego nie będzie, bo nie jesteś w ciąży- powiedziałam ze stoickim spokojem.
-Weź mnie nie wkurzaj nawet. No i jeszcze fakt, że ma tego faceta. Jak spytałam ile się znają to ona bez skrupułów powiedziała, że przed śmiercią taty żyli w separacji i są razem już ponad rok! A mi wciskali kit, że nadal się kochają!
-Gabi, widzisz jak zareagowałaś teraz. Może bali się twojej reakcji?
-W dupie to mam. Powiedziałam jej i temu Arturowi od siedmiu boleści, że mają jutro wracać do Polski.
-Nie chcesz spędzić czasu z mamą? – spytałam zdziwiona.
-Ona już nie jest moją matką. Moja mama nie zdradzałaby mojego taty-powiedziała ze łzami w oczach. Podeszłam do niej i przytuliłam.
-A może twój tata też kogoś miał?
-Nie miał, spytałam jej o to. Powiedziała, że tata był z nią tylko dla Michała i Karoliny, bo są jeszcze dziećmi i nie chciał ich ranić.
-Przynajmniej on zachował się fair- westchnęłam, próbując ją uspokoić. Po jakimś czasie odezwała się:
-Wracam do siebie, jeszcze się dzisiaj z Harrym nie widziałam- powiedziała już spokojniej. Odprowadziłam ją do drzwi i wyszła. W czasie naszej rozmowy obudził się Tony, który teraz był zabawiany przez Louisa. Popatrzyłam na nich chwilę, a potem wspólnie z Lou wykąpaliśmy go i przygotowaliśmy do snu. Nakarmiłam go jeszcze i tradycyjnie już oddałam w ręce tatusia na kołysankę. Sama w tym czasie zjadłam kolację i zrobiłam wieczorną toaletę. Kiedy wróciłam do sypialni, na łóżku leżał Louis i gadał z kimś przez telefon. Położyłam się obok niego i natychmiast zasnęłam.
Nawet się nie zorientowałam, a minął październik i połowa bardzo mroźnego listopada. Tony miał już prawie 2 miesiące, więc opieka nad nim była już znacznie łatwiejsza. Jako, że zgodnie z planem w styczniu miałam wrócić na uczelnię, od dwóch tygodni prowadziłam akcję pod tytułem „Nauka Tony`ego picia z butelki”. Początkowe próby można łagodnie nazwać przegranymi, ale po pomocy Jay, która jako doświadczona matka podsunęła mi pomysł, osiągnęłam sukces. Teraz bez problemu je z butelki, a dołączając do tego to, że śpi dłużej niż na początku, mam czas na odpoczynek i zajęcie się swoimi sprawami. Dzięki pomocy młodym matkom ze strony uczelni dostałam semestralny urlop dziekański, więc nie tracąc roku, mogę siedzieć z małym. Chłopaki, jak to chłopaki. W połowie października wyjechali w trasę koncertową po Wielkiej Brytanii, ale na szczęście wracali już za kilka godzin. Gabi porozmawiała z mamą na spokojnie i można powiedzieć, że doszły do porozumienia. Em zaczęła naukę w szkole muzycznej i po długim szukaniu mieszkania okazało się, że zajmuje naszą starą stancję. Między Gabi i nią nadal było widoczne napięcie, ale przynajmniej ze sobą rozmawiały. Sprawy miłosne? Zarówno Niall, jak i Em udają, że nic ich nie łączyło i są po prostu przyjaciółmi. Z tego co mówił mi przez telefon Louis, po jednym z koncertów Niall umówił się z fanką na randkę i podobno był bardzo zadowolony. Najprawdopodobniej ich związek to przeszłość, ale wydaje mi się, że dobrze im z tym.
-Heeeeeeeeeeeeeej!- chyba nie muszę mówić, kto wszedł: a) bez pukania b)z nadzwyczajną radością c) krzycząc od progu?
-Kiedy ty się nauczysz pukać?
-Po co mam pukać? Nie ma Lou, więc w niczym wam nie przerywam, to pukanie jest bez sensu-stwierdziła, wzruszając ramionami.
-Kultura tego wymaga-westchnęłam.
-Sratatata. Idziemy na spacer?
-A bardzo zimno jest na dworze?
-Nieee. Z 5 stopni jest.
-To prawdziwy upał- udałam ekscytację.
-Jeny, założysz mu ten kombinezon, co wygląda jak śpiwór, czapkę i rękawiczki i nie zmarznie.
-Plus rajstopki, śpioszki pod spodem, gruba kołderka i wtedy może nie zmarznie- sprostowałam.
-No, to zbieraj się, ja idę po Macho i zaraz wracam- wypadła tak samo szybko jak wpadła, ja wzięłam Tony`ego i poszłam go przebrać. 10 minut później leżał już w wózku, szczelnie chroniony od wiatru i zimna, a ja zakładałam botki i zimową kurtkę. Wtedy też wróciła Gabi z wyrywającym jej się Macho. Razem zjechaliśmy windą i wyszliśmy na mróz. Jedynym plusem było to, że po pierwszych 5 spacerach fanki przestały się tak ekscytować i teraz przychodziły już tylko te najbardziej wytrwałe, w dużo mniejszej ilości. Co nie zmienia faktu, że strasznie mnie rozbawiło, gdy pewnego dnia Gabi przyszła i pokazała mi na Twitterze funclub Tony`ego, gdzie były w większości wymyślone fakty o jego życiu i zdjęcia, między innymi ze spacerów. Oprócz takich zdjęć miał setki robionych przez chłopaków i Gabi- każde z nich miało zdjęcie z małym na swoim profilu. Spacer mijał bardzo spokojnie. Pomimo tego, że Tony obudził się jakiś czas po wyjściu, całą jego uwagę pochłonęła zabawkowa karuzela z misiami, przyczepiona do wózka, więc obyło się bez płaczu. Przechodziłyśmy akurat przez park, kiedy usłyszałam:
-Mila?
-Max?! –nie ukrywałam radości, kiedy mój przyjaciel podbiegł i mnie przytulił.
-Cześć- powiedział sucho do Gabi. Natychmiast załapałam, że chodziło o Nathana. Dziewczyna tylko kiwnęła mu głową.
-Wy sobie pogadajcie, a ja przebiegnę się z Macho. Wracam za 5 minut- powiedziała i pobiegła.
-Pokaż ten swój skarb- uśmiechnął się, podchodząc do wózka. –No nie!- jęknął.
-Co jest? – spytałam zaniepokojona.
-On jest prawie identyczny jak Tomlinson!
-To chyba dobrze nie?- nie wiedziałam o co mu chodzi.
-To fatalnie! Gdyby był do ciebie podobny, to wtedy by było zajebiście, ale do niego… Chociaż w sumie…- zamyślił się.
-Hy?- pospieszyłam jego tok myślenia.
-Nie posądzi cię o zdradę, jak taki podobny- wyjaśnił.
-Max! On nigdy nie posądzał mnie o zdradę! –wkurzyłam się.
-Przypomnieć ci akcję w Los Angeles, kiedy o mało co mnie nie pobił?
-To była inna sytuacja.
-Taka sama.
-Nie prawda!
-Właśnie, że prawda, Mila. Dobrze wiedział, że możesz wybrać mnie, to był zazdrosny. W sumie, nadal jest, a przecież to jego żoną jesteś…
-Zmieńmy temat- westchnęłam, wiedząc, że go nie przekonam.- Co z tobą i piękną Michelle? No i przede wszystkim, czemu mi nie powiedziałeś, jak ostatnio gadaliśmy, że przyjeżdżasz do Londynu? I jeszcze jedno: przestań się tak odnosić do Gabi.
-Po kolei: z Michelle to koniec, jesteśmy przyjaciółmi, nie powiedziałem, bo nie wiedziałem, a co do Gabi, to nie.
-Bo?
-Bo zdradziła mojego przyjaciela?
-Ale on jej wybaczył!
-Proszę cię, jesteś naprawdę tak naiwna? Nathan był w niej zakochany, ona wykorzystała go jako pocieszyciela, a jak się jej znudził, to go zdradziła.
-Nie wiedziała, co czuje!
-To powinna wrócić do przedszkola, tam się takie rzeczy poznaje. Widziałem Nathana zaraz po tym, widziałem go przez następne tygodnie i wiem, że to co zrobiła, było podłe. Więc nie pieprz, że nie wiedziała co czuje i że mam być dla niej miły, bo nie!
-Mi też na nim zależało- usłyszeliśmy głos Gabi i odwróciliśmy się w jej stronę. Miała łzy w oczach.- Zależy mi nadal, ale jak na przyjacielu, nie na chłopaku.
-To po co wciskałaś mu kit o wielkiej miłości?
-Ty nic nie wiesz, Max. Nic!- krzyknęła i pobiegła z Macho w stronę naszego apartamentowca.
-Brawo. Świetny pomysł, naprawdę. Teraz, kiedy nareszcie odzyskała humor, ty jej go zepsułeś.
-Boże, powiedziałem co myślę! Ty też się obrazisz?
-Nie, ale to było nie fair. Wracam do domu, za długo już jesteśmy na dworze- spojrzałam na małego, który znowu zasnął.
-Odprowadzę was-powiedział i ruszyliśmy z powrotem. Już przed budynkiem spytałam- wejdziesz na górę?
-Nie, to nie jest dobry pomysł- odpowiedział, patrząc za moje plecy. Obróciłam się i zobaczyłam… Louisa. Stał w recepcji z walizką i najwidoczniej dopiero przyjechał. Zauważył mnie i szybko podszedł. Bez słowa przyssał się do moich ust tak, że po kilku sekundach zabrakło mi tlenu. Odsunęłam go od siebie i dopiero wtedy się odezwał:
-Hej kotku, cześć Max- zwrócił się do chłopaka z cynicznym uśmiechem.
-Siema Tomlinson- odpowiedział, piorunując go spojrzeniem.
-Przestańcie, proszę! To już robi się denne!
-My tylko się przywitaliśmy-powiedział Louis, teraz zajmujący się wyjmowaniem z wózka Tony`ego. Kiedy mu się to udało, ułożył go wygodnie w swoich ramionach i dodał już w drzwiach- idziesz?
-Yh! Wybacz Max, spotkamy się kiedyś na spokojnie- obiecałam.
-Mówiłem, że jest zazdrosny haha. Leć już, pa- podszedł do mnie i mocno przytulając, cmoknął w policzek. Kiedy tylko weszliśmy do mieszkania, rozebrałam małego z tych grubych ubrań i włożyłam do łóżeczka turystycznego, a sama odezwałam się do Lou:
-Co to miało być?!
-O co ci chodzi?
-Ta akcja na dole? Pokazanie jak bardzo go nie lubisz?! To mój przyjaciel, okazuj mu trochę szacunku Louis!
-Nie będę okazywał szacunku komuś, kto gdy tylko nadarza się okazja podrywa moją żonę! – podniósł głos.
-Jesteś zazdrosny o Maxa?!
-Nie!
-No to o co chodzi?! Po co ten cały teatrzyk?! – teraz już oboje na siebie krzyczeliśmy. Tony patrzył na nas z szeroko otwartymi oczkami.
-Dobra, jestem zazdrosny! Ale chyba mam prawo tak?! Jesteś moją żoną, a kiedy tylko jest okazja to się z nim spotykasz!
-No błagam cię! Czy ty myślisz, że ja i on?- nie wierzyłam w to, co próbował mi zasugerować.-LOUIS!
-Próbuję samego siebie przekonać, że między wami nic nie ma- powiedział znacznie ciszej.
-Nie, wcale tego nie powiedziałeś. Przesłyszało mi się i wcale tego nie powiedziałeś!- byłam tak wściekła jak nigdy wcześniej.
-Odpowiedz mi na jedno pytanie, tylko jedno. Więcej od ciebie nie oczekuję.
-Jakie pytanie?
-Czy gdyby wtedy po tej imprezie Nathan was nie powstrzymał, czy dałabyś Maxowi wszystko? – wydusił na jednym oddechu. Nie wiedziałam, co mu odpowiedzieć. Chciałam być z nim szczera, a szczerość zakładała to, że byłam bardzo blisko błędu. –Rozumiem...
-Nie, nie rozumiesz! Byłam wtedy pijana, nie myślałam trzeźwo, a on jeszcze mnie do tego zachęcał. Boże Louis, na trzeźwo nigdy bym cię nie zdradziła!
-Patrząc z perspektywy, że nasz pierwszy raz też był po alkoholu, to nie wiem jak mam to odebrać-powiedział sucho.
-Czyli uważasz mnie za dziwkę, która śpi z kim popadnie jak jej mąż jest poza domem?
-Nie powiedziałem tego.
-Ale pomyślałeś. To mi wystarcza- warknęłam i biorąc leżącą na fotelu kurtkę, wyszłam z domu. Mój mózg był w tej chwili całkowicie pusty, wyzbyty jakichkolwiek myśli. Byłam wściekła do granic możliwości i zanim się zorientowałam ponownie znalazłam się na dworzu. Praktycznie wybiegłam z terenu apartamentowca i znalazłam się na ulicy. Louis nie poszedł za mną. Zdziwiłabym się, gdyby to zrobił. Niewiele myśląc wyjęłam telefon i wybrałam dawno nie używany numer.
-Mila? Dopiero się widzieliśmy!
-Gdzie jesteś?
-PŁACZESZ?!- krzyknął i dopiero wtedy załapałam, że łzy lecą mi po policzkach.-Co on ci zrobił!?
-Gdzie jesteś? –ponowiłam pytanie.
-W mieszkaniu, przychodź- wiedziałam, gdzie to jest, bo raz go tam odwiedziłam. 10 minut drogi od miejsca, w którym teraz byłam, więc przyspieszyłam kroku i już po kilku minutach byłam ściskana w jego ramionach. Poczekał, aż się wypłaczę, zanim zapytał- Co się stało?
-Louis… on twierdzi, że ja go z tobą zdradzam- powiedziałam cicho.
-Mówiłem, że jest zazdrosny!- nie ukrywał zadowolenia z tego faktu.
-Max proszę cię.
-Przepraszam- przytulił mnie ponownie i głaskał dopóki nie zasnęłam. Obudził mnie… inny zapach? Otworzyłam oczy i zobaczyłam przed sobą twarz Louisa, a nadal byłam w mieszkaniu Maxa.
-Mila- usłyszałam jego głos.-Przepraszam- a kiedy próbowałam mu przerwać, uciszył mnie gestem.-Przepraszam, że jestem takim cholernym idiotą, że ci nie ufam. Przepraszam, że przeze mnie po raz kolejny płakałaś. Przepraszam, że jestem o niego zazdrosny bez powodu- przeniósł wzrok na drzwi, za którymi najprawdopodobniej był Max. – Przepraszam za wszystko, co w jakikolwiek sposób cię zraniło, bo wiem, że jestem skończonym debilem, oskarżając cię o cokolwiek.
-Co ty tu robisz? – spytałam.
-Kiedy tylko zasnęłaś Max poszedł do naszego domu i łagodnie mówiąc otrzeźwił mnie i dużo rzeczy uświadomił i potem razem z nim przyjechałem.
-Gdzie Tony?
-U Danielle i Liama.
-Okej.
-Wracajmy do domu- poprosił.
-Zaraz- podniosłam się i poszłam do jak się okazało, sypialni Maxa. Chłopak siedział ze słuchawkami na uszach i laptopem na kolanach i nie zauważył mojego wejścia. Dopiero kiedy do niego podeszłam podniósł głowę i uśmiechnął się.
-Co ty mu nagadałeś?
-Że jest idiotą, jeżeli jest zazdrosny o mnie, kiedy ty nic do mnie nie czujesz i jesteśmy tylko przyjaciółmi. No i że jeżeli jeszcze raz cię skrzywdzi to mu trwale okaleczę tą jego śliczną buźkę.
-Max! –przeraziłam się.
-Mil, dobrze wiesz, co do ciebie czuję i ile dla mnie znaczysz, nigdy tego przed tobą nie ukrywałem, bo to bez sensu. Zrozumiałem, kiedy wybrałaś Louisa i pogodziłem się z porażką. Ale nie będę bezczynnie patrzył jak on cię rani. Tego ode mnie nie oczekuj-powiedział i dodał- idź teraz do pana „jestem wielką ciotą, bo ranię swoją żonę” i dzwoń, jakby tylko zrobił to jeszcze raz- spojrzał na mnie poważnie. Przytuliłam go tylko i pomachałam, wychodząc. Bez słowa minęłam Louisa i wyszłam z mieszkania. Po chwili jechaliśmy już samochodem, nadal milcząc. Zamiast od razu skierować się do naszego mieszkania, wysiadłam piętro niżej z windy i zapukałam do drzwi Liama i Danielle. Louis został na dole, gdzie czekało sporo fanek i rozdawał im autografy. Drzwi otworzył mi Liam i zaprowadził do salonu, gdzie Danielle bawiła się z Tonym w tzw. „samolocika”.
-Wszystko już okej?- spytał Liam.
-Nic nie jest okej. Skąd wiesz?
-Pomijając to, że wpadł tu Lou z Tonym i Maxem za plecami i poprosił żebyśmy się nim zajęli, to jeszcze to, że tak się darliście, że przynajmniej nasze 2 piętra was słyszały.
-Przepraszam. Nie panowałam nad sobą.
-Nie mamy ci tego za złe, ale przemyśl to, czy warto się kłócić, jak i tak za kilka dni wyjeżdża i znowu go przez miesiąc nie zobaczysz- powiedziała Danielle, oddając mi Tony`ego. Byłam już przy drzwiach, kiedy coś zaskoczyło mi w mózgu. Odwróciłam się z powrotem- Zajmiecie się nim jeszcze przez godzinkę?
-Jasne, z przyjemnością. Tylko nie krzyczcie tym razem tak głośno- odezwał się Liam, a ja włożyłam mu w ręce małego i wyszłam z mieszkania. Jazda windą jedno piętro jeszcze nigdy mi się tak nie dłużyła. Na szczęście, kiedy już wysiadłam i podeszłam do drzwi, żeby je otworzyć, były otwarte, czyli Louis już wrócił z dołu. Faktycznie, siedział na kanapie i bezsensownie wpatrywał się w ścianę. Kiedy usłyszał otwierane drzwi, odwrócił się w moją stronę i próbował coś powiedzieć, ale tym razem to ja mu przerwałam.
-Zamknij się- warknęłam.- Jesteś idiotą, skończonym, skretyniałym do końca idiotą, nie ufającym mi, bezpodstawnie zazdrosnym i ekstremalnie wkurzającym. Jesteś takim idiotą, że czasami zastanawiam się, jakim cudem jestem twoją żoną. I wiesz co? Wtedy dochodzę do wniosku, że ja też jestem idiotką. Przecież gdybym cię nie poznała, spokojnie kończyłabym studia, znalazła sobie statecznego chłopaka, który byłby nudny jak flaki z olejem, koło 30 urodziłabym mu dzieci i zamieszkalibyśmy na wsi w otoczeniu owieczek i krówek. Ale ja jestem idiotką i zamiast takiego życia, wybrałam te, w którym w wieku 20 lat mam męża i dziecko, jestem na urlopie dziekańskim, a mój mąż jest gwiazdą popu, no i jeszcze jestem pod stałym ostrzałem twoich fanek, które wymyślają co się tylko da, żeby zrujnować moje życie i paparazzi, którzy polują na każdą, nawet najmniejszą wpadkę z mojej strony. Ale wiesz? Chyba wole te życie, takie pokręcone i nieprzewidywalne, od takiego który mógłby mi zagwarantować przeciętny student. Wiesz czemu? – przerwałam, biorąc oddech. –BO CIĘ KOCHAM IDIOTO.
-Nigdy nikt tak dobitnie nie uświadomił mi, co otrzymałem od losu-powiedział i przywarł do moich ust. Tak bardzo mi tego brakowało po tej rozłące, a ten poprzedni pocałunek był dla mnie bezwartościowy. Po chwili oderwał się ode mnie, na co jęknęłam z niezadowoleniem.
-Tony jest u Danielle i Liama i są gotowi się nim zająć przez jakiś czas?
-Tak – odpowiedziałam i zanim się zorientowałam, Louie przerzucił mnie przez ramię, jakbym nic nie ważyła i zaczął wchodzić po schodach.
-Co ty robisz?- spytałam ze śmiechem, patrząc jak wchodzi do naszej sypialni. Rzucił mnie na łóżko i zapalił lampkę przy drzwiach, tak, że w pokoju panował półmrok.
- Mam się bać?- spytałam po krótkiej chwili.

+18 – żeby nie było, że nie ostrzegałyśmy :D 

Uśmiechnął się do mnie cwaniacko i usiadł obok mnie tak blisko, że poczułam jego oddech na swojej szyi.
-A teraz dokończymy to, co było przerywane za każdym, cholernym razem od narodzin Tony`ego- mruknął i naparł na moje wargi. Skłamałabym, mówiąc, że mi się nie podobało. Z entuzjazmem oddałam pocałunek, przyciągając go do siebie. Poczułam jak się uśmiecha i oblizuje wargi, żeby po chwili zjechać nimi na moją szyję. Odchyliłam lekko głowę, by dać mu większy dostęp do mojej skóry i napawałam się jego dotykiem. Po kilku minutach oderwał się od mojej szyi, co skomentowałam jękiem zawodu, ale natychmiast przeniósł się na dół mojego brzucha, gdzie zaczął rozpinać guziki mojej koszuli. Po chwili warknął:
-Jebane guziki- i zanim zdążyłam go powstrzymać, mocno pociągnął, a moja koszula została rozerwana. Nie przejmowałam się tym w tej chwili, sama w bardziej delikatny sposób zdejmując z niego koszulkę i odrzucając ją na bok. Po chwili pozbyliśmy się naszych spodni i w samej bieliźnie ponownie zaczęliśmy się całować. Popchnęłam go na łóżko, a sama usiadłam na jego biodrach. Ręce Lou powędrowały na moje plecy, gdzie próbowały rozpiąć stanik. Wiedziałam, że pomimo wielu prób nadal tego nie potrafi, więc odsunęłam się od jego ust i odpychając jego ręce sprawnym ruchem pozbyłam się zbędnego elementu. Po chwili to ja byłam przygnieciona przez jego ciężar, a jego usta wędrowały od mojej szyi po brzuch, aż zahaczyły o majtki. Szybko je ze mnie zsunął, a ja to samo zrobiłam z jego bokserkami. Całkowicie nadzy napawaliśmy się swoim widokiem, tak jakby to był pierwszy raz. Po chwili niewinnego dotykania ześlizgnął się z łóżka i wyjął z szafki prezerwatywy. Nie chcieliśmy zostać 2 raz rodzicami, więc zabezpieczenie było konieczne. Otworzył opakowanie i zabezpieczył się, pocałował mnie mocno i jednym ruchem we mnie wszedł. Otoczyłam go nogami, dostosowując swój rytm do jego i słyszałam, jak nasze oddechy stawały się coraz szybsze. Doznania sprawiały mi coraz większą rozkosz, nie mogłam powstrzymać się od wydawania głośnych jęków, podobnie jak Louis. Nagle Lou zadrżał i jeszcze bardziej przyspieszył. Czułam, że już długo nie wytrzymam. Oboje poruszaliśmy się gwałtownie, co jakiś czas zatracając się w swoich ustach, aż dotarliśmy na sam szczyt. Chłopak głośno krzyknął i opadł na mnie. Oddychaliśmy jak po przebiegnięciu maratonu. Louis ześlizgnął się ze mnie i położył się obok. Był spocony, tak samo jak ja. Po kilku minutach nasze oddechy się unormowały.
-Kocham Cię- wyszeptał mi na ucho.
-Ja ciebie też-cmoknęłam go szybko i podniosłam się, żeby zająć łazienkę. Już przy drzwiach usłyszałam:
-Wspólny prysznic? – pokręciłam ze śmiechem głową i odpowiedziałam:
-Pospiesz się!
Kiedy godzinę później pojawiliśmy się w drzwiach mieszkania Payne`ów, trzymając się za ręce i szeroko uśmiechnięci, otwierająca nam drzwi Danielle skomentowała tylko:
-Pocieszające jest to, że pohamowaliście swoje okrzyki.
-Spadaj haha. Gdzie Tony?
-Właśnie się obudził i mieliśmy do was dzwonić, bo chyba jest głodny- powiedziała, wskazując ręką kanapę z Liamem i Tonym w jego ramionach.
-Zaraz ci mamusia da jedzonko, tak? –podeszłam do nich i wzięłam małego.
-Dziękujemy, że się nim zajęliście. Potrzebowaliśmy chwili dla siebie- powiedział Lou.
-Każda para musi mieć czas dla siebie. Spoko, możemy się pobawić w nianie, ale nie za często haha-zaśmiał się Liam.
-Spadamy, teraz wy się sobą nacieszcie- uśmiechnęłam się do nich, wychodząc z resztą swojej rodziny. Wieczór przebiegał standardowo: nakarmienie, wykąpanie, chwila zabawy i usypianie. Leżałam w łóżku, czytając książkę, a Louis siedział na Internecie, kiedy zadzwonił mój telefon.
-Słucham? – odebrałam zdziwiona, bo bądź co bądź, ale 23 to dziwna pora na telefony, tym bardziej z zastrzeżonego.
-Mila Tomlinson?- spytał kobiecy głos, a kiedy potwierdziłam, dodał-dzwonię ze szpitala św. Elżbiety. Pani numer był zapisany jako numer ICE w telefonie pani Gabrieli Łozowskiej.
-Co się stało? – wyprostowałam się gwałtownie, czując ucisk w brzuchu. Louis spojrzał na mnie z zaciekawieniem.
-Pani Gabriela została napadnięta w parku. Ma poważny uraz głowy, jej stan jest krytyczny. Czy mogłaby pani jak najszybciej przyjechać do szpitala?
-Oczywiście, za chwilę będę- rozłączyła się. Byłam przerażona. Gabi napadnięta? Poważny uraz głowy? Stan krytyczny?
-CO?! – spytał zszokowany Lou i dopiero wtedy zorientowałam się, że mówiłam to na głos.
-Zostaniesz tu z Tonym, ja zgarnę Harry`ego i jedziemy do szpitala. Nie mów na razie reszcie, dopiero jak się zorientujemy co się stało, to damy im znać- zachowałam dziwny jak na mnie spokój w kryzysowej sytuacji. W tempie ekspresowym się ubrałam i już po kilku minutach jechałam całkowicie nieprzepisowo samochodem Harry`ego, który jeszcze nigdy nie był tak przerażony i blady.

Tylko jedno: komentarze. Pod każdym kolejnym rozdziałem jest ich mniej, przykro nam trochę. Wypaliłyśmy się? Nie chcecie już nas czytać? Jeżeli tak, to nie będziemy Was męczyć naszą obecnością tu. 
Następny środa/czwartek.
foreveryoung.


44 komentarze:

  1. Będą komentarze !! Nie denerwuj się tak ! No rozdział fajny jak zawsze....ale co z Gabi ?! Kiedy bd następny ? CHCĘ ODPOWIEDZI!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dooobrze wiesz że kocham tego bloga i lepszego w zyciu nie czytałam .Kiedy następny ? *_____*

    OdpowiedzUsuń
  3. Najlepszy blog jaki czytałam /! Każdy rozdział świetny ! Kocham go <3 CO Z GABI !!?

    OdpowiedzUsuń
  4. Gabi tylko zeby wyzdrowiala

    OdpowiedzUsuń
  5. Gabi ?! Zwałcili Cię?! To Nathan , wiem to!!
    Wog słaba ta scena łóżkowa Miala. Myślałam, że coś więcej,a tu szybki numerek i oo. Mówiłam ci z Gab, ze jak będziesz żonata i miała dziecko to nici z przyjemośći..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czy ty nie możesz raz w życiu mi nie ubliżyć?

      Usuń
    2. A widzisz Mil, ja zawsze mam rację! / Gabi

      Usuń
  6. Rozdział zajebisty, duuużo się dzieje i to dobrze :D A to co powiedziała Mila do Lou gdy wrócili od Maxa, było po prostu genialne! :3 Scena też fajna, brakowało tu trochę seksu! XD A może w następnym rozdziale trochę czułości między Gabi a Hazzą? :> Co do zakończenia, to zawsze kończycie w najmniej spodziewanych momentach, co jak myślę, jest wspaniałym pomysłem, bo każdy chce wiedzieć co będzie dalej i nie tracicie czytelników! Ogólnie Wasz blog jest wspaniały, każdy najmniejszy szczegół jest dopracowany. I za to gratuluję! :D Trudno teraz o taki blog :3 Dziękujemy Wam za poświęcony czas na każdy rozdział (:
    Pozdrowienia! :3 xoxo

    OdpowiedzUsuń
  7. jeju no rozdzial poprostu boski noo <3

    OdpowiedzUsuń
  8. hahaha wyobrażaałam sobie mine Hazzy i wybuchłam śmiechem !! rozdział fajny i to MEGA ale ...czemu kończysz w takich momentach? tak samo jest w filmami w tv albo reklama albo odcinek się kończy w najciekawszym momencie!!! haha kiedy będzie coś więcej miedzy Harrym i Gabi, oczywiście jak już wszystko będzie z nią dobrze... czekam na następny !!!z niecierpliwością

    OdpowiedzUsuń
  9. fajnie by było gdyby nastepny rozdział był pisany oczami hazzy bo wiedzielibyśmy co czuje o ogolnie przydałoby sie troche czułości harrego z gabi (if you know what i mine) hahahaah. a tak poza tym to rozdział z mieszanymi uczuciami :D

    OdpowiedzUsuń
  10. według mnie bardziej skupiacie się na wątku Mila-Louis niż na wątku Harry-Gabi :( Ogółem mówiąc rozdział bardzo fajny, czyta się bardzo przyjemnie! Czekam z niecierpliowścią na następny rozdział :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tymczasowe, wszystko się wyrówna potem ;)

      Usuń
  11. NO A MOJE SERCE TAK "ŁUPUT ŁUPUT" kurka rurka ja pierdole co dalej bedzie :OOOOOOOOOOOOOOO tez sobie wyobrazilam bladego Harrego haha :O fajnie by bylo jakby bylo pisane z perspektywy Hazzy, ale to tylko taki pomysl. KURNA CO JEST GABI?! :(

    OdpowiedzUsuń
  12. super :) zapraszam do mnie , dopiero zaczęłam pisać tego bloga http://loveonedirectionopowiadania.blogspot.com/ ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. świetny Rozdział .! Czekam na następny ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. O kurna!!! Gabi napdanieta i wgl stan krytyczny jprd co to bedzie?! kto ja napadl?! kurde ale mi serce wali! czekam na nastepny rozdzial z niecierpliwoscia!!!

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie! Tylko nie Gabi!!!!!!!!

    http://one-direction-life-is-not-story.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. Czytając wasz blog , kolejny rozdział pochłaniam każdą literę , każdy wyraz z zachłannością i przewiduje co będzie dalej . Wasz blog , wasze opowiadanie jest niesamowite , czekaj wróć , WY JESTEŚCIE NIESAMOWITE ! i to jak piszecie ! : ))) wcale nie jest nudy , czekam tylko na następny ! piszcie dalej i szybko dodawajcie ! ; ))) . Tyklo żeby Gabi z tego wyszła i była szczęsliwa z Harrym : ))) . POWODZENIA . Mikaa xx .

    OdpowiedzUsuń
  17. rozdział wyjebany w kosmos , świetna akcja :) czekam na kolejny , prosze nie uśmiercajcie gabi ;c

    OdpowiedzUsuń
  18. Ten rozdział jest cudowny. Nie wiem jak ktoś mógł ominąć scenę +18, bo napisałaś ją świetnie. Mam nadzieję, że Gabi wyjdzie z tego. Znając takie urazy pewnie nie będzie pamiętać Hazzy :p czekam na następny:*
    Zapraszam do mnie: http://mirrorandcarrots.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  19. Niech Gabi nie umieraaa ! ♥ Jak przeczytałam ,że mama Gabi ma 39 lat ,to pierwsze co pomyślałam to ,że jej kochaś to Harry xDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. HAHAHAHAHAAHAHHAHAAH, KOCHAM TO / mila.

      Usuń
  20. Świetny :D czekam na kolejny - http://up-all-night-karcia-sandra.blogspot.com/ - zerkniesz ?

    OdpowiedzUsuń
  21. Ej niech Gabi nie umiera. :( Proszę! OMG niech nie umiera .. Fajny rozdział tylko niech nie umiera !

    OdpowiedzUsuń
  22. uuuuuuu ciekawe
    ale niech Gabi wyzdrowieje

    OdpowiedzUsuń
  23. AAAAAAAAAAAAAAAAAA <3.
    Haha . " Wcale nie takie +18 mam 12 i jakoś żyje " :D:D Hahahahah . Mila , więcej takich akcji poprosze ♥

    Rozdział zajebisty jak zawsze i oczywiście czekam na następny . A co do komentarzy to wiecie , są wakacje może czytelnicy też gdzieś wyjechali dlatego nie komentują :) . Mam nadzieję , że Gaabi wyzdrowieje . W sumie jakby umarła to to by było bez sensu bo wtedy Gabi by nie mogła pisać , a Mila jej na to nie pozwoli ^^ . Bez któreś z was blog po prostu by nie istniał <3

    Kochaaam . Cela ♥

    OdpowiedzUsuń
  24. wypaliłyście się?! co Ty gadasz?! never! świetnie piszecie. obie. o Jezu, gabi o.O ciekawe kto ją napadł. mam nadzieję, że jakoś z tego wyjdzie. z matką gabi jest niezły cyrk. nevermind. jesteście G E N I A L N E. love ya xoxo

    OdpowiedzUsuń
  25. aaaaaaaa. Znowu tragedia. Rozdział mega. Mam nadzieje że Gabi z tego wyjdzie. Wogóle to gdzie ona sama chodzi w nocy po parku!!!
    P.S Wcale się nie wypaliłyście. Niektóre osoby są po prostu na wakacjach i nie mają dostępu do komputera albo wogóle do internetu więc komentarzy jest mniej.
    KOCHAM WAS

    OdpowiedzUsuń
  26. Omg, co z Gabi!? :O
    Piszcie szybko następny! ^.^
    Pozdrawiam ! xxx

    OdpowiedzUsuń
  27. Najzajebistrzy bloog ever. <3 Kocham go i czekam na kolejny rozdział. :3

    OdpowiedzUsuń
  28. O matko ! 18+ najlepsze xd
    Czemu Gabi coś zrobiłyście .? :<<<<<

    OdpowiedzUsuń
  29. Ja bym nigdy nie pomyślała że się wypaliłyście!!! Jak zawsze rozdział świetny i emocjonujący, tylko sprawcie, żeby Gabi szybko wyzdrowiała ;)
    Kocham tego bloga!!♥♥

    OdpowiedzUsuń
  30. Pliss nie przestawajcie pisać.. lepszego opowiadania nie czytałam. czekam na ciąg dalszy. I love this story!!! <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  31. u mnie na hard-to-know.blogspot.com pojawił sie 12 rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
  32. Rozdział zajebisty, ej my nadal was kochamy i macie pisać bo akurat to mnie wkręciło.Dziewczyny na górze mają rację Mila i ta jej przemowa była świetna.Wow Gabi napadnięta nie domyśliłabym się ale mam nadzieję że bardzo zle nie będzie, no i jak wyzdrowieje to poproszę scenę łóżkową z Hazzą ale namiętniejszą. Hahaha. Zboczone Directioner :D /Hazzoholiczka <3

    OdpowiedzUsuń
  33. cudowny rozdział! :D Możecie mnie informować? @maffiex

    OdpowiedzUsuń
  34. nie orzestawajcie pisac !!!! błagam! :D rozdział jak zwykle miaaaaaaaaazga. Lou i Mila- mraaał :D <3 jeeeja a co z Gabi?! mam nadzieje, że bedzie wszystko ok. Z niecierpliwością czekam na następny rooozdział! Pozdrawiam! ;*

    OdpowiedzUsuń
  35. Rozdział jak zwykle boskii *____* . Błagam nie przestawajcie pisać ! ♥
    Co z Gabi ? O__o .
    Czekam na next'a ;*

    OdpowiedzUsuń
  36. moje tętno chyba szybko się nie uspokoi xD

    OdpowiedzUsuń
  37. Dawno nie komentowałam O.o więc zrobię to teraz i jeszcze przy następnych rozdziałach xD ale to jest zajebiste *.* I sorry ale Gabi ma na nazwisko Łozowska? Zajebiście *.* xD Plus dla was hahah xD

    OdpowiedzUsuń